Nie myśl że nie miniemy nigdy się
Choć łatwiej razem iść pod wiatr
Superowy dzień. W pracy normalnie, ze wskazaniem na nieźle. A po pracy...
Wczoraj Gosia w przelocie wspomniała o jakimś koncercie. Renata Przemyk... kto to jest Renata Przemyk, hmmm... nazwisko nieobce... whatever, pójdę, zobaczę

Przełożyłam spotkanie z Natem na środę, acz zaproponowałam, żeby i tak wpadł, co uczynił.
No i dziś spotkaliśmy się na koncercie. Sporo nas przyszło, jedni o drugich nie wiedzieli, bo wieść o koncercie (wjazd wolny!) rozeszła się jakoś szeptem. Byli też K., B. i parę innych inicjałów

Tłok w Lolku był potworny, siedziałam na samym brzegu ławki, ale i tak nieźle, bo nie na podłodze.
Ale kiedy zaczął się koncert... oj, dawno nie byłam na takim dobrym! Po prostu rewelacja. Znałam przed koncertem może dwie z tych piosenek, a ja przecież
jestem umysł ścisły, podobają mi się piosenki, które już słyszałem [koniec cytatu]. A tu każda kolejna natychmiast mi podpasowywała i drugi refren można było już nucić razem z Renatą. Po prostu idealnie. I w superowym towarzystwie.
Potem zostaliśmy jeszcze na jedno piwko i integrowaliśmy się w podgrupach dwuosobowych kolejno:
- w kolejce po autograf,
- w kolejce do toalety,
- w kolejce do baru,
a jak się w końcu razem zebraliśmy przy stole, to zaraz się okazało, że się rozchodzimy. No cóż, w udanych imprezach zawsze jest niedosyt
W każdym razie było genialnie i cieszę się, że byłam

PS. Ku pamięci eine kleine playlista, did I miss something oprócz kolejności?
O siódmej pięćTen taniecAlice Sama FadoZonaBliznaNie spaceruję nagoGitesLullabyDrzewoBo jeśli tak ma byćSaraKochanaZona (bis)
Babę zesłał Bóg (bis)